Poniedziałek wieczór. Pora przedkolacyjna. Po kolacji dzieciaki mają za zadanie umyć się czym prędzej i gnać do łóżek, bo inaczej rano będzie bardzo, ale to bardzo ciężko im wstać. Pakują więc plecaki do szkoły na wtorek. Nagle Agata wychodzi z pokoju z komunikatem:
- Mamo, a na jutro mam zrobić drzewo genealogiczne!
- ?!?
- No z historii.
- O ile się orientuję to historię masz raz w tygodniu, we wtorki. Wiesz więc o tym zadaniu co najmniej od tygodnia?
- Noo taak...Ale ja zrobię, w książce jest pokazane jak to ma wyglądać.
Akurat Agata ma wszystkie dane przodków do XVII wieku pod ręką, bo Tata w wolnych chwilach drąży historię rodziny i ma o niej sporo wiadomości. Zdjęć też nie brakuje. Nic tylko wziąć i korzystać. Ale najstarsza ryba - jak to ma w zwyczaju - nie uznaje czegoś takiego jak planowanie czy pisanie na brudno. Od razu próbuje na czysto, co chwilę poprawiając, zmazując, przekreślając, zaklejając, kombinując...i wściekając się przy tym do niemożliwości.
Maszeruje więc po czystą kartkę do naszej szafy.
- Halo, to ostatnie sztuki. Proszę nie wyciągaj ich, tylko na brudno najpierw zaplanujemy to drzewo. Tata już drukuje małe zdjęcia i spisuje dane do pradziadków.
- Nie, ja zrobię sama, tak jak ja chcę.
- Proszę bardzo, byleby to było zrobione dobrze. Zaplanowane na kartce, rzetelnie opisane, bez plam i bazgrołków.
Gdyby wzrok mógł zabijać to ta niewdzięczna, paskudna matka natychmiast padłaby trupem. Tupot nóg maszerujących do pokoju tylko potwierdził, co Agata o rodzicielce myśli. Rodzicielka pomaszerowała za nią. Zagląda przez ramię...
- Agatko zobacz: wystarczy rozrysować ołówkiem wszystkie osoby i zaplanować, gdzie mają się pomieścić ich imiona nazwiska i daty urodzin, a dla niektórych osób też daty śmierci. O, a tu będzie miejsce na zdjęcia Twoje, nasze i Dziadków. Chłopców też zmieścimy.
- Filipa w moim drzewie nie będzie!
- Ale to twój brat.
- Nie będzie! To MOJE drzewo! (pioruny z oczu strzelają na wszystkie strony)
- No choćbyś pękła to właśnie Filip jest twoim bratem i nic tego nie zmieni. A w drzewie genealogicznym pokazuje się całą rodzinę, a nie tylko te osoby, które się lubi.
W odpowiedzi kartka została zgnieciona i z impetem pofrunęła w stronę drzwi. Potem Agata zamaszyście otworzyła mi książkę do historii z rysunkiem drzewa.
-Widzisz? Nie ma tu żadnych braci! Ani pradziadków! Ani żadnych dat nie ma! Będzie tak jak JA chcę!
I - dla potwierdzenia - kolejna kartka została zgnieciona po czym pofrunęła w siną dal.
- Tu jest przykład drzewa genealogicznego, a nie wzorzec który trzeba skopiować. Bez daty urodzin i śmierci nie wiadomo dokładnie, co to za osoba. Poza tym rysujesz na cienkiej kartce. Skoro mają tu być jeszcze przyklejone zdjęcia, to trzeba wziąć coś grubszego. O zobacz tu masz kolorowy brystol. Wybierz kolor który ci odpowiada i zaplanujemy na nim.
W międzyczasie Tata przyniósł dane przodków i zdjęcia.
- O proszę, zaraz powycinamy i porozkładamy tak, żeby wszystko się zmieściło.
Wrr, wrr, szur, szur, pioruny z oczu, kolejna porcja zgniecionych kartek, rysowanie po swojemu na swojej kartce...i tak przez kolejne pół godziny, aż wreszcie z piranii zrobił się dorsz (podobno też drapieżna ryba, ale już nie tak bardzo i w dodatku z naszego morza). Wciąż lekko kąsający, uznał chyba, że czasem warto podpatrzeć co inni proponują, i zaczął z podpowiedzi korzystać. Akurat tego wieczoru musiałam wyjść na umówione spotkanie. Zostawiłam Tatę z dwójką chłopców, warcząco-gryzącą Agatą i na wpół gotowym drzewem genealogicznym i wyszłam. Po moim powrocie wszystkie rybki już spały. Drzewo, jeszcze wilgotne od kleju, leżało na biurku.
- Jak tam, widzę, że udało się skończyć?
- Tak. Dość późno, ale się udało. Rano Agata dorysuje jeszcze liście i gałęzie.
- O fajnie, będzie urozmaicone.
We wtorki Agata ma na 9, wychodzi więc z domu sama. Pozostali członkowie rodziny już dawno w pracy, szkole, przedszkolu...Wracam po południu z chłopakami. Za niedługi czas przychodzi też i Agata.
- Cześć! Jak tam drzewo?
- Cześć. No dostałam jedynkę.
- ?!?!?!?
- Bo zapomniałam zabrać.
Opadłam na krzesło nie mając siły wydusić z siebie żadnego komentarza. W mojej pamięci przewinął się film z wczorajszego wieczoru i pomyślałam...jeszcze tylko...że się...poddaję.
Tydzień później jedynka zamieniła się w szóstkę.
- A wiecie - mówi przy kolacji wyraźnie zadowolona Agata - że tylko ja z całej klasy miałam w drzewie pradziadków i dokładne daty urodzin i śmierci?