W sobotę byliśmy w odwiedzinach u mojego brata. Ich mieszkanie przeszło niedawno gruntowny (przymusowy :/) remont. Na jednej ze ścian prezentowała się klasyczna cegła klinkierowa. Gdy okazało się, że jest to klinkier elastyczny, postanowiliśmy przymierzyć się do zaaplikowania go na jedną z naszych ścian - tę, na której najbardziej widać działalność dziecięcych paluszków, buziek, nóg i innej nieokiełznanej twórczości. W drodze powrotnej pojechaliśmy więc do dużego marketu budowlanego. Całą rodziną.
Po przekroczeniu bramek, dzieciaki rozpierzchły się w alejkach i...i zaczęło się to, czego rodzice nie lubią najbardziej i z tego powodu, jeśli zdarzy się im okazja wyrwać się do sklepu, to wolą po stokroć iść tam sami...
- Maaaamoo! Zobacz jaki śliczny dywanik! Ja taki potrzebuję! Pod łóżko!
- To może przeprosisz się z tym co miałaś pod łóżkiem i leży teraz przy wejściu na balkon?
- ?!? (torpedujący matkę wzrok mówi wszystko)
- O, jaka śliczna kaczuszka! Do łazienki na mydło! Ja taką potrzebuję! O i ten kubek i ten...yyy...a co to? To też potrzebuję!
- Idziemy dalej!
- Ale ładne lampki! Ja taką chcę do pokoju!
- A ja taką!
- Ja tez, ja tez chce lampke! (Dawid dołączył się do chórku)
- Ja tez, ja tez chce lampke! (Dawid dołączył się do chórku)
- A gdzie je postawicie? (W naszym mieszkaniu przypada 9m kwadratowych na głowę, z czego jakieś 5-6 jest zajętych przez sprzęty domowe, więc...).
- Nie wiem! Ale jest śliczna!
I tak dalej... W każdej alejce coś się znalazło. Coś superpotrzebnego i najładniejszego na świecie. Jeszcze nie dotarliśmy do klinkierów i okładzin ściennych, a dzieci już wiedziały czego im najbardziej w tej chwili potrzeba...
Nagle z alejki wypadł Filip. Rozgorączkowany, oczy jak pięć złotych, mówi coś nieskładnie, próbuje powiedzieć, że, to co trzyma w ręku to...
- Taaatooo! Zobacz jaka kłódka! Tato! Na szyfr! Widzisz? Widzisz?
Patrzy w nią jak w ósmy cud świata.
- Ja bardzo bardzo bardzo taką bym chciał!!!
I nieomal gotów jest ją wycałować.
- Ale synku do czego jest ci potrzebna taka kłódka?
- Do zamykania pudełka!
- Nie da się zamknąć zwykłego kartonowego pudełka na taką kłódkę.
- Ja tak zrobię, że się da! Tato, a ona kosztuje tylko 11 złotych!
No proszę, nawet na to zwrócił uwagę. Na półce były też kłódki na szyfr za 111 i za 311... A on zna rodziców na tyle dobrze, że...no proszę...Natomiast nadal nie wdzieliśmy potrzeby kupowania takiej kłódki.
- Proszę proszę proszę! - nie dawał za wygraną.
Nie ugięliśmy się i z marketu wyszliśmy bez kłódki. I bez klinkieru, Bo ostatecznie elastycznego w tym sklepie nie było. Kupiliśmy za to nasionka rzeżuchy. Filip był dzielny, nie robił awantur. Natomiast pragnienie posiadania kłódki zamykanej na szyfr okazało się być wyjątkowo wielkie. Następnego dnia przy śniadaniu otrzymaliśmy list, w którym Filip własnoręcznie napisał "Proszę" i dorysował o jaką kłódkę chodzi. Kłódka pojawiała się w każdej nieomal rozmowie. Wieczorem:
- Filip idź się już myć!
- A kupicie mi kłódkę?
- Synku, myjesz się by być czystym, a nie by dostać kłódkę!
- A kupicie mi ją?
Po powrocie ze szkoły:
- Maamoo, wiesz a Marcel to ma pudełko na kłódkę. Ale nie na szyfr. Kupicie mi tę na szyfr za 11 złotych?
W następną sobotę gdy mieliśmy iść do w odwiedziny do Dziadków:
- Filip ubieraj się, idziesz z nami!
- A kupicie mi tę kłódkę jak pójdę?
- Oj synku, to już jest przekupstwo!
- No ale ja tak bardzo chcę ją mieć...
W kuchni mamy wnękę spiżarniano-gospodarczą. Na jej najwyższej półce leży walizka ze sztućcami, zamykana na zatrzaski z szyfrem. Filip ją zauważył.
- Agata, zobacz! Tam jest walizka zamykana na szyfr! Ciekawe co jest w środku!
- Nie wiem. Mamo co tam jest?
- Sztućce.
- A...a...a zamykacie ją na szyfr?
- Nie.
- Jak to?!?
Jego rozczarowanie było niezmierzone! Mina mówiła sama za siebie: "Rodzice to frajerzy! Mają walizkę na szyfr i nie używają go! Jak tak można!"
Codziennie wytrwale prosił o kłódkę. Na odpowiedź, że nie mamy w domu żadnego pudełka, żeby je na tę kłódkę zamykać, w końcu odparł, że trzeba je kupić. Po prostu.
W niedzielę wieczorem Filip zniknął w pokoju. Tworzył coś cierpliwie przy biurku. Widziałam tylko, że rysuje i co jakiś czas dopytuje Agaty jak co się pisze. Gdy skończył, wręczył Tacie złożoną na cztery kartkę. Po rozwinięciu ukazała się treść (pisownia oryginalna):
"Rodzice! Stokrotnie chciauby - m ("m" zostało przeniesione na drugą stronę, nie zmieściło się) dostać tę kłutkę na szyfr. By mi się pszydała" I na środku kartki, na całą jej wysokość narysowana kłódka z szyfrem i cyferkami od 0 do 9.
No teraz to już nie ma wyjścia i wygląda na to, że trzeba mu ja kupić...Wykazał na wszelkie możliwe sposoby, że kłódka nieprędko mu się znudzi.
Tylko musimy znaleźć chwilkę, by wybrać się do sklepu. Może przy okazji znajdzie się klinkier?