Dawid wrócił do przedszkola po - w sumie - miesięcznej, świąteczno-chorobowej przerwie. Przychodzę po niego w poniedziałek po południu (rano przyprowadza go Tata), patrzę...a tam w holu wieszak pełen strojów karnawałowych i miła pani przy stoliczku." O kurczę! - myślę - jutro mają bal!". Jedna z wypożyczalni strojów ma - skądinąd doskonały - zwyczaj przyjeżdżać do przedszkoli dzień przed balem. Rodzice wypożyczają to, co pociecha wybiera, a firma odbiera strój nazajutrz zaraz po balu. I wszyscy są zadowoleni :).
No więc, o kurczę, jutro mają bal! - Dawid bez namysłu wybrał strój strażaka. Jest fanem straży pożarnej. Strażakami bywały miśki, ludziki lego i starszy brat, a nawet siostra niekiedy dała się namówić na zabawę w "pozal". Natychmiast chciał się przebrać i oczywiście wracać tak do domu. Udało mi się go po krótkich negocjacjach przekonać, że to nie jest najlepszy pomysł... Ale hełm strażacki na czapkę wcisnęliśmy i w hełmie na głowie, ze strojem pod pachą, podreptaliśmy do szkoły po Filipa. O tej porze w szkole jest największy tłok i ścisk - dzieci kończą lekcje, a rodzice, hurtowo nieomal, przyjeżdżają po nie z pracy. Kierunki komunikacji krzyżują się niemiłosiernie w holu, bo jedna trzecia uczniowskiej braci idzie do szatni, druga trzecia wychodzi ze szkoły, a ostatnia wędruje do świetlicy. Do tego tłumek rodziców między nimi albo w ruchu albo statycznie czekających. I Dawid przemaszerował przed całym tym audytorium w swoim hełmie, dumny jak nie wiem co!
Po przyjściu do domu rozebrał się natychmiast, powiesił swoje rzeczy na wieszaku (zwykle długo i cierpliwie trzeba mu o tym przypominać) i ubrał swój strój. Ach co za szczęście malowało się na trzyletniej buzi! Zasiadł na podłodze wśród ludzików aut i klocków strażackich i dalejże się bawić. W pozal oczywiście. Spędził tak caluteńki wieczór. Nawet nie usiadł z nami do kolacji, bo uprzedziłam go, że aby zjeść musi zdjąć strój, by go nie pobrudzić. Wybrał strój. Głód go nie zmorzył. No twardziel po prostu. Prawdziwy strażak.
Wieczorem strój obowiązkowo musiał znaleźć się przy dawidowym łóżku. I spali razem. A rano obudziłam go "na strażaka" - "Dawid wstajemy, dziś twój bal! Przebierasz się za strażaka!". Natychmiast wstał i był gotów do akcji. Bal był zaplanowany na przedpołudnie, więc o jego szczegółach mogłam dowiedzieć się dopiero po południu.
- No i jak tam było? - pytam - fajnie? Przeciągłe "Mhmm" i rozmarzony wzrok mówiły wszystko.
- A był jeszcze jakiś strażak prócz ciebie?
- Nie, tylko Dawid.
- A inni chłopcy za co byli przebrani?
- Był pilat /znaczy pirat/, lycez /rycerz/, cłowiek bohatel /superman/ i cłowiek nietopez /batman/.
- A dziewczynki za co się przebrały?
- Mmmm - chwila zastanowienia - za wlózdzkę.
Tu mamine trybiki w głowie zaczęły intensywniej pracować, by zrozumieć o co synkowi chodzi... A! już wiem! Za wróżdżkę! Czyli wróżkę z czarodziejską różdżką. Po prostu.
- Mamoo, a ja chcę być lycezem.
- Dobrze kochanie, za rok będziesz mógł się przebrać za rycerza.
- Nie, telaz chcę być lycezem.
- No niestety, następny bal w strojach będzie za rok.
Przyjął tę wiadomość bez żadnego grymasu niezadowolenia na buzi. Prawdziwy, dzielny strażak. A może rycerz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz